Moje 2 ostatnie panny to kurwy. Bo dziwką to była każda.
Tzn ostatnia pracowała w agencji, poznałem ją, bo sam z takową agencją "miałem bliski kontakt".
Przyszedłem do burdelu, a spodziewałem się, że kumpel przyprowadził mnie do koleżanki.
Dopiero gdy zobaczyłem w salonie kalendarz Unimila i ulotki na meblach dowiedziałem się co i jak. Wtorek był to i mało ludzi. Pogadałem tam jak w domu, wypiłem kawę i poszedłem do siebie. Kolejnego dnia spotkałem się z wcześniej wymienioną koleżanką, bo wzięła ode mnie numer i przeszliśmy do rzeczy. Z tą panną spędziłem bardzo ciekawy okres luty/marzec/kwiecień. Niestety narkotyki wypaczyły jej umysł, cała miłość uciekła, a ona chce teraz ode mnie pieniędzy za hotele, gdy ze mną wojowała w łóżku. Hehehe głupia cipa.
Przedostatnia moja panna zdecydowała się na taki fach (po cichu, jak każda studentka), bo miała ciężką sytuację materialną (m. in. dlatego, że wyjebałem ją z domu, hiehie) długie historie.
Jedną z nich można jeszcze znaleźć na odlotach, dla prawdziwych mogę wysłać PW.
Jestem mężczyzną młodym i wyglądającym na przystojnego. Mam wszystko, co trzeba - garnitur, czarne błyszczące półbuty i oczywiście długi płaszcz z wełny 100%. Nawet z daleka wyglądam na biznesmena, ale teraz to zupełnie. Bo siedzę w porze lunch breake'u w kawiarni nad gospodarczymi stronami zagranicznej gazety i piję kawę małymi łyczkami nie przerywając czytania. Na stoliku leżą kluczyki od samochodu, co chwila coś mi piszczy w kieszeni, ale ja tylko ze zniecierpliwieniem to wyłączam, co oznacza, że jestem szefem, a nie byle kim. Czoło mam zatroskane śledząc wyniki giełdy w Tokio i nie zwracam uwagi na to, co się dookoła mnie dzieje. Każdy widzi, że pochłaniają mnie tylko sprawy finansowe i nie chodzi tu o tysiące dolarów, ale znacznie większe sumy.
A tymczasem dwa stoliki dalej siedzi młoda, dynamiczna kobieta, bardzo ładna, ambitna blondynka z krótko przyciętą fryzurą, w ubraniu wykształconej pracownicy pnącej się po szczeblach kariery prawniczej, albo ekonomicznej w filii dużej firmy amerykańskiej albo niemieckiej. Nie może się skupić nad swoją kawą i cały czas przygląda mi się z uwagą z jaką ja analizuję przyczynę fluktuacji cen jena i dolara australijskiego względem europejskiego koszyka walutowego i ewentualnego wpływu spadku ich kursów na podaż kauczuku i saletry, w kopalnie których zainwestował poważne pieniądze jeden z moich klientów. Ona widzi to i ją to bardzo podnieca, bo na razie ma do czynienia tylko z analizami potrzeb rynku szczoteczek do zębów na Śląsku. Wstając od stolika zostawiam na nim banknot o wysokim nominale. Idę do wyjścia nie zwracając uwagi na otaczającą mnie błyszczącą rzeczywistość wykwintnej kawiarni, współtworzoną między innymi również przez tę młodą czytelniczkę "Cosmopolitana". Wychodzę na dwór zostawiając po sobie podniecający zapach dobrego i drogiego aftershave'u zmierzający ku jej nozdrzom pod postacią gustownej mgiełki.
A tymczasem ona nie może się powstrzymać i regulując pospiesznie rachunek wychodzi za mną. Dopada mnie, kiedy otwieram drzwiczki od mojego samochodu luksusowej marki, ale zanim wsiądę najpierw wrzucam niedbale aktówkę na przednie siedzenie obok kierowcy. Nasze spojrzenia krzyżują się i milczymy tak przez chwilę patrząc na siebie, aż w końcu przestaję analizować sytuację na tokijskiej giełdzie i domyślam się o co chodzi, przerzucam aktówkę z czarnej skóry z przedniego siedzenia obok kierowcy na tylne i otwieram jej drzwiczki. Siada na fotelu i widzę w lusterku, że jest lekko speszona, kiedy w milczeniu wiozę ją mojego domu, o którym wiele możnaby pisać, ale lepiej zobaczyć go w listopadowym numerze angielskiego magazynu "Modern Apartment's Designer", z tym że mój telewizor ma 86 cali, a oryginał na ścianie jest nieco mniej krzykliwy.
Bez słowa rozbieramy się szybko rzucając nasze drogie, firmowe ubrania, wprost na nowy dywan, który jeszcze trochę obłazi kłakami i sięga prawie do kolan. Ona jest szybsza. Kiedy stoi przede mną w zniecierpliwieniu naga, mogę oglądać jej szczupłą sylwetkę wykształtowaną w renomowanych gabinetach i docenić starannie usunięte owłosienie, odpowiednio dobrane zapachy kosmetyków, odcisk gumy od majtek nie byle jakiej marki, kolor kolczyków harmonizujący z kolorem oprawek okularów i lakieru na paznokciach od nóg, a nawet drogie, w dobrym stylu koronki między zębami, podczas gdy ja jeszcze odpinam guziki kamizelki od garnituru, spinki od rękawów koszuli, kaburę od telefonu komórkowego, kołczan notebooka, zsuwam wysmakowane, firmowe czarne skarpetki, markową koszulkę i stylowe slipy klasycznego kroju. Rzuca się na mnie, ale powstrzymuję ją spokojnym gestem dłoni. Pilotem uruchamiam sprzęt hi-fi i balansuję głośniki, w sposób jaki osobiście zalecił mi Marcin Kydryński, mój dobry znajomy. Siadam na wytwornej sofie, pozwalam jej podejść do siebie, a ona robi mi laskę. Potem odwożę ją pod jedną z największych warszawskich agencji, a sam pędzę na spotkanie rady.